Na dźwięk słowa zakupoholizm zapewne niektórym z was przyjdzie do głowy, że to następny ,izm”, który przywędrował do nas z zachodu. Owszem, jest w tym ziarnko prawdy, określenie społeczeństwo konsumpcyjne jak najbardziej do nas pasuje. Pragniemy żyć bogato, komfortowo i intensywnie.

Zakupoholizm jest uzależnieniem od zakupów, kupowania wciąż nowych rzeczy. Czy nałogowe zakupy jesteśmy w stanie odróżnić od normalnych? Wbrew pozorom tak, i to nawet łatwo. Zakupy powinny zaspokajać naturalne potrzeby człowieka, dlatego nabywamy jedzenie, ubrania czy rzeczy do mieszkania. Jeśli jednak są one zbyt kosztowne, zbyt liczne i w dodatku zbędne to powinna zapalić się nam czerwone światło. Takie produkty zwykle lądują nierozpakowane w szafie, nigdy nie zostaną użyte, a swoją obecnością jedynie drażnią i wywołują poczucie wstydu. Barierą nie są nawet kwestie finansowe, bo przecież karty kredytowe pozwalają odwlec problem.

Głównym zagadnieniem jest tu stan psychiki. Zakupy najpierw robimy, aby poprawić sobie humor lub wręcz przeciwnie – nagrodzić siebie za sukces. Zajmujemy nimi wolny czas, czujemy się jak zwycięscy znajdując jakąś okazję. Kupujemy z czystego hedonizmu, bo coś wyjątkowo nam się spodobało, bo coś chcemy mieć. W sumie zawsze znajdzie się jakiś powód.

O problemie możemy zacząć mówić, gdy chęć kupowania wymyka się spod kontroli. Kiedy czujemy impuls, którego nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Później następuje krótkie szczęście (ba! euforia), poczucie zwycięstwa oraz wzrost samooceny. Jak w każdym innym uzależnieniu. Tylko, że tu jesteśmy w pełni świadomi. A powrót do rzeczywistości jest jeszcze bardziej brutalny.

Zobacz również: papierosy; czy poród boli